Historia dorszowej zapaści

Najnowsze doradztwo Międzynarodowej Rady Badań Morza (ICES) dotyczące całkowitych dopuszczalnych połowów (TAC) dorszy stada wschodniego zakłada ich zerową wielkość w 2020 r. Można by powiedzieć, że to nic strasznego, bo przecież ICES rekomendował zerowe połowy dorszy „wschodnich” w latach 1993, 2005, 2007 i 2008 r. Tym razem jednak sytuacja stanu stada jest o wiele trudniejsza, gdyż, oprócz niskiego stanu zasobów, występują równocześnie bardzo niekorzystne zmiany w jego strukturze, a także sytuacji hydrologicznej, o czym piszemy szerzej w dalszej części artykułu. Z tych względów nie jest przesadą stwierdzenie, iż zapaść dorszy tego stada może się dopełnić.

Zaczęła się jednak dawno temu, w pierwszej połowie lat 80. ubiegłego wieku, w okresie prosperity i dorszowego eldorado. To wtedy stado dorszy osiągnęło swoje apogeum, dzięki niemal corocznym wlewom zasolonych i natlenionych wód z Morza Północnego do Bałtyku, co stwarzało znakomite warunki dla rozwoju ikry i skutecznego tarła (rys.1) . Dodatkowo, wielkość stada szprotów bałtyckich, które jest głównym konsumentem ikry dorszowej, była w tamtym okresie historycznie najniższa. To wtedy mówiło się, że po grzbietach dorsza można przejść do Szwecji. Polskie rybołówstwo odłowiło 123,5 tysiąca ton dorszy w 1980 r.

Rys. 1. Częstotliwość wlewów do Morza Bałtyckiego (Zmienione przez K. Radtke wg: Feistel, S., Feistel, R., Nehring, D., Matthäus, W., Nausch, G., Naumann, M., 2016: Hypoxic and anoxic regions in the Baltic Sea, 1969 – 2015. Mar. Sci. Rep. 100, 1-85.) Feistel

Dorszy było tak dużo, że przez kilka lat Komisja Bałtycka nie ustanawiała dla niego kwot połowowych, bo wydawało się, że jest to niepotrzebne. Wszystko, co dobre jednak ma swój koniec. Tak intensywna eksploatacja stada szybko doprowadziła do jego przełowienia. Decyzje polityków, w imię zapewnienia odpowiednich warunków społeczno-ekonomicznych rybaków, skutkowały ustalaniem zdecydowanie wyższych kwot połowowych niż te rekomendowane przez naukę, czyli ICES. Pomimo zalecanych przez ICES wielkości TAC, połowy dorszy wschodniobałtyckich, szczególnie do 1985 r., znacznie przewyższały propozycje ICES (od 18% do 95%). W latach 1979-1981 Komisja Bałtycka nie zdołała rozdzielić ustalonej przez siebie wielkości TAC dla dorszy pomiędzy kraje członkowskie, co umożliwiało flotom poszczególnych krajów prowadzenie niekontrolowanych połowów i tak też się stało. Przypomnijmy w tym miejscu, że zdolności łowcze flot znacząco wzrosły, gdyż w drugiej połowie lat 70. kraje nadbałtyckie zaczęły modernizować flotę kutrową przez wprowadzenie do niej nowoczesnych kutrów rufowych – Polska B-410, a później także B-280, NRD B-403, ZSRR „Bałtika”. Spowodowało to, że w przeciągu mniej niż jednej dekady, bo do 1993 r., biomasa dorszy stada wschodniego z historycznego maksimum spadła do historycznego minimum. Był to jednak tylko jeden z objawów postępującej zapaści. Drugi, jeszcze niezauważony, gdyż nastąpił znacznie wcześniej – w 1983 r., a więc w okresie wspaniałych żniw dorszowych, dotyczył wlewu zasolonych i natlenionych wód atlantyckich. Nikt nie zdawał sobie sprawy, że może to być początek dorszowego upadku. Okazało się, że wlew z 1983 r. był ostatnim z corocznych wlewów, jakie miały miejsce w ostatnich dwóch dekadach. Następny i kolejne będą pojawiać się dopiero, co 10 lat!!!

Z rysunku 1 możemy łatwo wyliczyć, że np. w latach 1960-1983 wystąpiło blisko 20 wlewów wód do Bałtyku, w tym 5 mocnych. Taka liczba regularnych wlewów  „odświeżała” wodę w Bałtyku, stwarzając korzystne warunki do rozrodu dorsza. Dziesięcioletnie przerwy pomiędzy wlewami  „sprzyjały” powstawaniu na Bałtyku znacznych obszarów wód beztlenowych. Nawet trzeci z największych w historii pod względem kubatury wlewów zaobserwowany w grudniu 2014 r. nie spełnił oczekiwanych nadziei na poprawę stanu zasobów dorszy wschodniobałtyckich stanowiących podstawę polskiego rybołówstwa dorszowego. Zatem pierwszy kryzys w odniesieniu do zasobów dorszy, obserwowany w latach 1983-1993, nastąpił w wyniku nadmiernej eksploatacji stada powiązanej z początkiem zmian w ekosystemie wywołanych pierwszym dziesięcioletnim brakiem wlewów.

Rys. 2. Biomasa śledzi, szprotów i dorszy (wg  J. Horbowy WR 5-6/2019)

Oprócz przełowienia dorszy, na przełomie lat 80. i 90., przeciwko dorszowi sprzymierzyły się inne czynniki. Jednym z nich był szybki wzrost zasobów szprotów (rys. 2) spowodowany malejącym drapieżnictwem dorszy. Niestety wzrostowi zasobów szprotów towarzyszyło rosnące żerowanie ryb tego gatunku na ikrze dorszowej. Kolejnym czynnikiem niesprzyjającym odbudowie zasobów dorszy było zastosowanie na masową skalę net z tworzyw sztucznych, które wprowadzano od początku lat 90. Przykładowo, w polskich połowach dorszy, udział net w latach 1989-1992 wzrósł do prawie 50%, a ilość wystawianych, co roku net dorszowych wzrosła w okresie 1993-2003 o 3000%!!! (W. Blady, J. Necel – Wiadomości Rybackie, 2003). Nety nie były całkiem nowym narzędziem połowów. Jednak zastosowanie materiałów żyłkowych i mechanicznych wciągarek zwiększyło łatwość ich użycia, ale również znacznie poprawiało ich łowność. Podstawową zaletą net, która zadecydowała o ich powszechnym zastosowaniu, była możliwość połowów na obszarach niedostępnych dla włoków, a głównie na tych obszarach można było uzyskać opłacalne ekonomicznie połowy dorszy. Na nieszczęście dla dorszy (i nie tylko) na tych łowiskach, stanowiących swego rodzaju rezerwaty dla dorszy, wyławiano również największe osobniki, które tam się chroniły. Zastosowanie net spowodowało również wydłużenie sezonu na połowy dorszy do niemal całego roku, gdyż szczególnie w pierwszej połowie lat 90. uzyskiwano przy użyciu net wyższe połowy dorszy wczesnym latem i jesienią niż w połowach włokami.

Warto również pamiętać, że szczególnie w latach 1993-1996 i 2000-2007 istniał problem połowów nieraportowanych, których udział w połowach na wschodnim stadzie oszacowano na ok. 35-40%. Ile było naprawdę, tego nie wiadomo. Uważa się, że połowy nieraportowane znacząco zmalały z powodu programów złomowania flot i zwiększonej kontroli.

Brak wlewów i powstawanie stref beztlenowych ograniczało bazę pokarmową dorszy, szczególnie młodocianych żywiących się organizmami bytującymi na dnie. Skutkowało to systematycznym pogarszaniem się jego kondycji (rys. 3) i przydatności do przetwórstwa.

Rys. 3. Współczynnik kondycji dorszy z rejsów badawczych typu BITS (wg K. Radtke WR 1-2/2019)

Nade wszystko jednak, należy również pamiętać, że dorsz nie jest gatunkiem endemicznym w naszym morzu. Bałtyk był słodkowodnym jeziorem do czasu, kiedy w wyniku ruchów tektonicznych około 8 tysięcy lat temu stał się słonawym morzem w wyniku połączenia z Morzem Północnym przez Cieśniny Duńskie. Po tym zdarzeniu został stopniowo zasiedlany przez słonolubne gatunki morskie, takie jak dorsz. Dorsz jako ryba zdecydowanie morska i słonolubna, adaptował się do słonawych wód w Bałtyku, utrzymując się jednak w wodach charakteryzujących się stosunkowo wąskim zakresem zmian podstawowych parametrów hydrologicznych (temperatura, zasolenie, zawartość tlenu). Z tego względu dorsze nie występują w północnym Bałtyku, którego zasolenie jest zbyt niskie. Właśnie zmienność warunków hydrologicznych w Bałtyku wraz z intensywnymi połowami coraz mniejszych osobników, czynią życie dorsza trudnym, a przecież można powiedzieć, że „dopiero, co” dostosował się do życia w krańcowych dla niego warunkach. Jeszcze niedawno dorsze dojrzewały do tarła w wieku 3-4 lat, a obecnie, w wyniku zmian w środowisku i presji rybołówstwa, przystępują do tarła nawet w wieku 2 lat. Dla porównania dorsze w Morzu Północnym przystępują do tarła znacznie później, bo w wieku 4-6 lat, a w Morzu Barentsa nawet 8-12 lat. Stanowi to dowód na dostosowywanie się dorsza bałtyckiego do niekorzystnych, a nawet skrajnych warunków środowiskowych i presji rybołówstwa. Stąd jakiekolwiek niekorzystne zmiany w środowisku Bałtyku, niezauważalne w innych morzach, mogą mieć i często mają katastrofalny skutek dla bałtyckiego dorsza. 

O problemach dorsza piszemy w Wiadomościach Rybackich od lat, zwracając uwagę na pojawiające się zagrożenia. Nie wspieraliśmy entuzjazmu tych rybaków, którzy, szczególnie na początku tego wieku, uważali, że sytuacja stada dorszy jest bardzo dobra, gdyż faktycznie uzyskiwali dobre wyniki połowów, co było efektem wlewu w styczniu 2003 r. i w konsekwencji urodzeniem się stosunkowo liczebnego pokolenia ryb tego gatunku. Pokolenie to zasilało połowy w latach 2006-2008. Jednak już wówczas, mimo poprawy stanu zasobów, istniały przesłanki wynikające z badań biologicznych, wskazujące na niepokojące zmiany zachodzące w stadzie. W roku 2008 napisaliśmy o tym w kontekście problemów polskiego rybołówstwa z UE w Wiadomościach Rybackich (1-2/2008) artykuł:  „Dorsz bałtycki – co nas naukowców niepokoi? „.

Zaniepokojeni byli też i politycy. Na zorganizowanej w październiku 2009 r. przez Bałtycki Regionalny Komitet Doradczy i szwedzką Prezydencję UE konferencji pod tytułem: „Rybołówstwo Morza Bałtyckiego: doświadczenia i perspektywy na przyszłość”, w której uczestniczyło blisko 150 przedstawicieli przemysłu rybnego, administracji rybackiej (w tym 6 ministrów odpowiedzialnych za rybołówstwo), Komisji Europejskiej z komisarzem DG Mare J. Borgiem oraz nauki i organizacji pozarządowych, podpisano tzw. Deklarację Sztokholmską, której najważniejsze fragmenty przedstawiamy poniżej:  

My, Ministrowie Państw Członkowskich regionu Morza Bałtyckiego odpowiedzialni za rybołówstwo i Komisarz Unii Europejskiej do spraw Polityki Morskiej i Rybołówstwa:

ŚWIADOMI unikalnego i wrażliwego środowiska Morza Bałtyckiego oraz, że jego zasoby ryb zależą od dobrego stanu środowiska;

POTWIERDZAJĄC, że podejście ekosystemowe jest potrzebne w celu skutecznego zarządzania zasobami ryb Morza Bałtyckiego;

PRZYWOŁUJĄC Deklarację Kopenhaską z 2007 r. dotyczącą zwalczania nieraportowanych połowów dorsza w Morzu Bałtyckim oraz obserwując znaczący postęp, jaki został dokonany od czasu jej zatwierdzenia;

WZYWAJĄC do bliższej współpracy pomiędzy naukowcami i sektorem rybackim, oraz obserwując potrzebę dostarczania dokładnych, wysokiej jakości danych rybackich w celu umożliwienia przygotowania trafnej porady naukowej dla zarządzania rybołówstwem na Morzu Bałtyckim;

Decydujemy:

PODJĄĆ DALSZE DZIAŁANIA w celu zrównoważenia zdolności połowowej floty i dostępnych zasobów ryb dla zapewnienia długiej żywotności stad Morza Bałtyckiego;

POPRAWIĆ jeszcze bardziej kontrolę rybołówstwa poprzez bliższą współpracę pomiędzy Państwami Członkowskimi regionu Morza Bałtyckiego i poprzez działanie na rzecz zapewnienia kultury przestrzegania prawa;

 PODJĄĆ PILNE DZIAŁANIA w celu ochrony silnych, młodych roczników bałtyckiego dorsza poprzez poprawę selektywności narzędzi połowowych wykorzystywanych do połowu dorsza w Morzu Bałtyckim;

ZAINICJOWAĆ BLISKĄ WSPÓŁPRACĘ pomiędzy państwami członkowskimi, społecznością naukowców i przemysłem, w celu rozwoju nowych selektywnych narzędzi połowowych, zgodnych z propozycją BSRAC, w celu eliminacji odrzutów w rybołówstwie bałtyckim;

OPRACOWAĆ MAPĘ DROGOWĄ w 2010 r. w rybołówstwie dorszowym w Morzu Bałtyckim w celu eliminacji odrzutów, między innymi poprzez zatwierdzenie zakazu odrzutów, jak to jest właściwe;

Sztokholm, 1 października 2009 r.

 Podpisali ministrowie: Danii, Estonii, Finlandii, Niemiec, Litwy, Łotwy, Polski, Szwecji oraz przedstawiciel Komisji Europejskiej.

Niestety, jak zwykle w takich sprawach, deklaracje i życie – często różnią się od siebie. W ramach Wspólnej Polityki Rybackiej wprowadzono złomowanie floty rybackiej ukierunkowanej na dorsza. Ale czy poprawiono „jeszcze bardziej” kontrolę rybołówstwa, szczególnie na morzu ? Odpowiedź na to delikatne pytanie pozostawiamy tym, za kontrolę odpowiedzialnych i tym, co jej podlegają.

Zgodnie z deklaracją wprowadzono zakaz odrzutów, w tym dorsza, oraz miano ZAINICJOWAĆ BLISKĄ WSPÓŁPRACĘ pomiędzy państwami członkowskimi, społecznością naukowców i przemysłem, w celu rozwoju nowych selektywnych narzędzi połowowych, zgodnych z propozycją BSAC, w celu eliminacji odrzutów w rybołówstwie bałtyckim.

I tu dochodzimy do kolejnego problemu mającego wpływ na obecną sytuację dorsza bałtyckiego. Wprowadzono zakaz odrzutów – w tym dorsza, popierany publicznie również przez samych rybaków. Niestety rekomendacje BSAC, że konieczne jest najpierw dostosowanie środków technicznych, a szczególnie specyfikacji włoków dorszowych, nie zostały wdrożone. Wbrew rekomendacjom BSAC, Komisja Europejska pozostawiała 120 mm jako obowiązujący rozmiar oczka w workach dorszowych T90 i z oknem Bacoma oraz rozpoczęła trwające do dziś negocjacje z Parlamentem Europejskim na temat rodzaju środków technicznych, które powinny obowiązywać. Trwa to już ponad 3 lata i podobno jest jakieś porozumienie, ale formalnie nieogłoszone. Pokazuje to na nieskuteczność bieżącego zarządzania rybołówstwem przez Komisję Europejską, bowiem rybołówstwo jest działalnością dynamiczną i potrzebującą często szybkich decyzji.

W międzyczasie rybacy łowiący dorsze na Morzu Bałtyckim musieli zmierzyć się nie tylko z niedostosowanymi przepisami (oczko 120 mm), ale również z faktem, że parametry biologiczne dorszy ulegały pogorszeniu i przez to worki, zgodne z przepisami, stawały się „coraz bardziej selektywne”, znacznie ograniczając ekonomiczną efektywność połowów. Wprowadzając różne, niedozwolone manipulacje z sieciami, zwiększano efektywność połowów, ale przy coraz większej ilości łowionych dorszy niewymiarowych. Zgodnie z obowiązkiem wyładunku, ryby poniżej minimalnego wymiaru ochronnego, powinny być przywiezione do portu, sprzedane na paszę lub zutylizowane w  inny sposób, a wielkość posiadanej przez armatora kwoty połowowej pomniejszona o dostarczony przyłów ryb „niewymiarowych”.

Nie wszyscy takie rozwiązanie zaakceptowali, a zagadnienie to dotyczy rybaków wszystkich nacji łowiących na Bałtyku. Zdecydowana większość złowionych dorszy „niewymiarowych” jest wyrzucana za burtę, zamiast być wyładowywana w porcie. Zgodnie z oceną ICES, wielkość masy odrzutów oszacowana na podstawie zbioru prób badawczych w czasie rejsów wyniosła 16%. Natomiast udział odrzutów w sztukach w łącznym połowie dorszy (wyładunek i odrzut) wyniósł 30,7%, co oznacza, że niemal, co trzeci złowiony dorsz jest wyrzucany za burtę. Tyle dane oficjalne, bo nieoficjalne mówią o znacznie wyższych wartościach.

 Do powyższych problemów z dorszem dołącza się jeszcze jeden. Dynamiczny rozwój populacji fok na Bałtyku. Foki powodują straty, wyżerając ryby z sieci, ale przede wszystkim rozprzestrzeniając pasożyty, które przenoszone są na dorsze i powodując ich osłabienie, niższą kondycję, a w konsekwencji wyższą śmiertelność.

Foki to nie ostatni czynnik, który oddziałuje na stan zasobów dorszy stada wschodniego. Rozwój wędkarstwa dorszowego jest kolejnym elementem presji człowieka na zasoby ryb tego gatunku. Szacuje się, że w szczytowym okresie rozwoju wędkarstwa dorszowego przypadającego na lata 2008-2012, połowy wędkarskie dorszy przekraczały 1 000 t. Dorsze o największych rozmiarach stanowiły najcenniejsze trofea wędkarskie.

Powyższe rozważania dotyczą dorszy stada wschodniego, podstawowego dla polskiego rybołówstwa. Stado zachodnie, w którym do odłowienia przypada Polsce nieco poniżej 1,5% ogólnej kwoty połowowej dla tego stada, jest obecnie w lepszym stanie. Przyczynił się do tego wyjątkowo liczebny rocznik 2016, prawdopodobnie w wyniku wlewu z 2014r., który nie miał tak istotnego wpływu na stado dorsza wschodniego. Niestety, ani przed rokiem 2016, ani po nim, na zachodnim Bałtyku nie urodziły się liczebne pokolenia dorszy i dlatego nie należy spodziewać się, aby obecne „eldorado” na zachodzie było wieloletnim trendem.

Co dalej? Na to pytanie chyba nikt nie jest w stanie jednoznacznie odpowiedzieć. Sprawy fluktuacji zasobów na Bałtyku nie są rzeczą nową. Obserwowaliśmy gwałtowne załamanie zasobów śledzia czy szprota, który np. przed wojną kompletnie zniknął w południowym Bałtyku. Wiemy o współzależności pomiędzy zasobami dorsza i szprota. Zasoby szprotów są obecnie rekordowo wysokie. Czy to się zmieni i zasoby dorsza zaczną rosnąć, nikt na takie pytanie nie odpowie. Przyjmując najbardziej optymistyczne założenie, że na przełomie bieżącego i 2020 r., i w kolejnych latach powrócą intensywne wlewy, można przyjąć, że stado dorsza stada wschodniego zacznie się odbudowywać, ale, do jakiej wielkości i czy to nastąpi – chyba nawet Pytia Delficka nie byłaby w stanie odpowiedzieć. Tym bardziej, że w trakcie swojego wystąpienia z okazji otrzymania Medalu im. Profesora Kazimierza Demela J. Hare ze Stanów Zjednoczonych przedstawił informację, że w wyniku przewidywanych zmian klimatycznych Morze Bałtyckie będzie jednym z najbardziej nagrzewających się mórz na półkuli północnej (rys.4). Jeśli tak będzie, to nie są to dobre wiadomości dla przyszłości dorsza w ciepłym Bałtyku.

Rys.4 Przewidywane anomalie temperaturowe w latach 2006-2055 w stosunku do minionych.

(źródło: https://www.esrl.noaa.gov/psd/ipcc/ocn)

Oczywiście decyzje będą podejmować politycy, niekoniecznie w formie szumnej deklaracji. Faktem jest, że mają trudny orzech do zgryzienia. Czy zgodzą się na całkowite zamknięcie połowów wschodniego dorsza, zgodnie z rekomendacją ICES? Nie wydaje się to prawdopodobne, bo tak się nie stało w minionym roku w przypadku śledzi stada zachodniego, kiedy ICES rekomendował całkowity zakaz jego połowów. Znacznie zredukowano kwotę połowową, ale połowy były kontynuowane. I tak też było w przeszłości również w przypadku dorsza.

Trzeba pamiętać, że całkowite zamknięcie połowów dorsza spowoduje w praktyce również ograniczenie lub nawet zamknięcie połowów ryb płaskich, szczególnie storni, bardzo ważnego gatunku, szczególnie dla rybołówstwa przybrzeżnego, bo w połowach tych gatunków dorsz często występuje jako istotny przyłów i kiedy będzie zakaz jego połowów, praktycznie połowy ryb płaskich powinny być również zamknięte.

Decyzja zapadnie najprawdopodobniej na Radzie Ministrów w październiku, ale już obecnie ministrowie państw bałtyckich wysyłają sygnały, że są gotowi zmniejszyć kwotę połowów o 70% (Dania). Szwecja nie wyklucza moratorium na połowy i konieczność regulacji populacji fok. Litewski minister opowiada się za wprowadzeniem dodatkowych dwóch miesięcy okresu zamkniętego. Podobne propozycje już wcześniej przekazał minister M. Gróbarczyk w swoim piśmie do komisarza Karmanu Vella, a polska delegacja forsowała je na spotkaniach z KE i BALTFISH-u.

 

Z. Karnicki, K. Radtke
Źródło: Wiadomości Rybackie 5-6/2019